RSS
środa, 25 września 2013

Podczas pamiętnej debaty telewizyjnej z Jarkiem Kaczyńskim w październiku 2007 r. Donald Tusk dystansował się od antyliberalnych deklaracji lidera PiS mówiąc: "Polacy uciekają od socjalizmu do liberalizmu".

Czy ktoś pamięta jeszcze że Tusk był niegdyś (w latach 1991-1994) liderem Kongresu Liberalno-Demokratycznego?

No cóż, hasła hasłami, retoryka retoryką, a kiedy przyszło do rządzenia, hasło liberalizm poszło w odstawkę. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że Tusk bardziej niż walczącego o wolny rynek, prawa własności, odchudzenie biurokracji i niskie podatki liberała przypomina obecnie zwolennika socjalizmu???

Patrząc na to co ostatnimi czasy wyprawia Tusk, można trochę odnieść wrażenie, że w pewnym sensie jesteśmy znów w czasach PRL. Tusk to coś pomiędzy Gierkiem i Jaruzelskim.

Z jednej strony mamy politykę a la Gierek (czyli finansowanie wielkich drogich inwestycji pieniędzmi pożyczanymi za granicą, ręczne sterowanie przedsiębiorstwami kontrolowanymi przez państwo - np. w energetyce). Pewnie Tusk chciałby już do końca zostać takim kochanym przez lud drugim Gierkiem i żyć na kredyt, ale kryzys finansowy nieco popsuł mu te ambitne plany.

Rosnące długi na tyle zaczęły przyciskać Tuska do muru, że postanowił sięgnąć po metody wypróbowane przez towarzysza Jaruzelskiego, który w 1981 roku wstrzymał spłatę długów. Różnica jest taka, że o ile Jaruzelski wypiął się na inwestorów zagranicznych, to Tusk oczywiście nigdy nie zdecydowałby się na taki krok, bo musiałby wtedy ogłosić bankructwo Polski. A jak by to wyglądało z marketingowego punktu widzenia... Tusk-spec od propagandy ("zielona wyspa") nigdy by na to nie poszedł. Razem ze swoim kompanem Rostowskim wymyślili inny plan: zabierzmy Polakom 140 mld zł oszczędności zgromadzonych w OFE przez 14 lat.

Czyli jednak Jaruzelski-bis...

piątek, 20 września 2013

Chyba mało kto jest w Polsce miłośnikiem otwartych funduszy emerytalnych (OFE). Nic dziwnego, bo niegdyś sporo na wyrost obiecywały przeciętnemu Kowalskiemu w reklamach emeryturę pod palmami.

Nie zmienia to faktu, że chcąc nie chcąc wpłacaliśmy do OFE składki, czyli NASZE pieniądze. Te pieniądze były przez OFE inwestowane. Za sporą część OFE kupowały obligacje skarbowe emitowane przez ministra finansów. Kupowały, bo musiały - takie były przepisy.

Teraz minister finansów wychodzi przed kamery razem z premierem i mówią: zrobimy reformę OFE (słowo "reforma" kojarzy się pozytywnie, więc pod tym hasłem politykom łatwiej jest wcisnąć wyborcom każdego gniota). Owa reforma ma polegać na tym, że zabierzemy OFE obligacje skarbowe i je umorzymy. W zamian drodzy obywatele dostaniecie zapisy na koncie w ZUS - zachwalają Rostowski z Tuskiem.

Teraz spróbujmy przełożyć ten język propagandy na język polski. Prawda jest taka, że rząd chce zagrabić pieniądze odłożone przez przyszłych emerytów w formie obligacji skarbowych w OFE, w zamian dając im wirtualne pieniądze w wielkiej piramidzie finansowej, jaką jest ZUS (podobnie jak Amber Gold i inne tego typu firmy-krzaki ZUS finansuje wypłaty dla jednych wpłatami od innych).

Pod hasłem "reformy" politycy (niegdyś określający się kłamliwie jako "liberalni") chcą zagrabić ponad 140 mld zł oszczędności przyszłych emerytów, bo nie chce im się przeprowadzić prawdziwych reform w celu zatrzymania narastania deficytu budżetowego i długu publicznego.

Najciekawsze jest to, że jakoś nikt przy okazji "reformy" OFE nie wspomina że przecież niedawno pan Tusk wydłużył nam wiek emerytalny. Wszystko układa się tymczasem w jedną logiczną całość: czy nie jest przypadkiem tak że politycy chcą zagrabić nasze oszczędności, jednocześnie obiecując kokosy na emeryturze, do której i tak nie dożyjemy, bo ze względu na groźbę bankructwa ZUS-u wiek emerytalny trzeba będzie jeszcze podwyższać "x" razy???